Ile kosztuje upadłość konsumencka?
Sama opłata sądowa od wniosku o upadłość konsumencką to 30 zł. To jednak nie cały koszt — na całość składają się jeszcze wynagrodzenie syndyka i koszty postępowania oraz, jeśli zdecydujesz się na pomoc, wynagrodzenie kancelarii za przygotowanie i prowadzenie sprawy. Dobra wiadomość: upadłość konsumencka jest dostępna także dla osób, które nie mają majątku ani oszczędności. Poniżej rozkładam koszty na czynniki — uczciwie, bez ukrytych „od”.
Opłata sądowa: 30 zł
To jedyny koszt, który jest sztywny i taki sam dla każdego. Wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej podlega opłacie 30 zł. Tyle płacisz sądowi, żeby w ogóle rozpocząć postępowanie. Jak widać, sam „bilet wejścia” jest symboliczny — bariera finansowa na starcie praktycznie nie istnieje.
Wynagrodzenie syndyka i koszty postępowania
Po ogłoszeniu upadłości sąd wyznacza syndyka, który prowadzi postępowanie. Jego wynagrodzenie oraz bieżące koszty postępowania pokrywane są z Twojego majątku (tzw. masy upadłości) — czyli z tego, co uda się spieniężyć.
Ile to realnie jest? W sprawach prowadzonych w okolicach Warszawy wynagrodzenie syndyka wynosi przeciętnie około 7–9 tys. zł brutto, a do tego dochodzi zwykle około 2–3 tys. zł innych kosztów postępowania. To wartości orientacyjne — mogą być wyższe lub niższe w zależności od praktyki konkretnego sądu i stopnia skomplikowania sprawy. Przy dużym majątku do likwidacji koszty rosną, a w niektórych przypadkach postępowanie prowadzi się w trybie zbliżonym do tego dla przedsiębiorcy — wtedy jest odpowiednio drożej.
I tu pojawia się pytanie, które słyszę najczęściej: „a co, jeśli nie mam z czego tego pokryć?”. Prawo to przewidziało. Jeżeli Twój majątek i dochody nie wystarczają na pokrycie tych kosztów, tymczasowo pokrywa je Skarb Państwa, a następnie rozlicza się je w ramach planu spłaty — dopasowanego do Twoich realnych możliwości. W praktyce oznacza to, że brak pieniędzy na starcie nie zamyka Ci drogi do oddłużenia. To jedna z najważniejszych rzeczy, które warto wiedzieć.
Twoje dochody w trakcie postępowania — co trafia do masy
Jest jeszcze jeden element, o którym rzadko się mówi wprost, a warto go znać z góry: po ogłoszeniu upadłości część Twojego bieżącego dochodu — np. wynagrodzenia za pracę — wchodzi do masy upadłości przez cały czas trwania postępowania, jeszcze zanim ustalony zostanie plan spłaty. Z tej części pokrywane są koszty postępowania i zaspokajani wierzyciele.
Kluczowe słowo to jednak część. Do masy nie wchodzi wynagrodzenie w tej części, która jest wolna od zajęcia według przepisów Kodeksu postępowania cywilnego (art. 63 Prawa upadłościowego). Innymi słowy: kwota chroniona przed egzekucją — zabezpieczająca Twoje minimum na życie — zostaje przy Tobie. Do masy trafia tylko ta część dochodu, która i tak podlegałaby zajęciu u komornika.
Co więcej, sędzia-komisarz może wyłączyć z masy dodatkową część dochodu na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych Twoich i osób pozostających na Twoim utrzymaniu. Nie chodzi więc o to, by pozostawić Cię bez środków do życia — cel jest odwrotny: przeprowadzić Cię przez postępowanie tak, żebyś dalej normalnie funkcjonował.
W praktyce oznacza to, że przez okres postępowania budżet bywa ciaśniejszy, ale masz zapewnione minimum, a właściwe poprowadzenie sprawy pomaga zadbać, by to, co zostaje przy Tobie, realnie odpowiadało Twoim potrzebom.
Wynagrodzenie kancelarii — dlaczego „najtaniej” bywa najdrożej
To jest ten koszt, o który tak naprawdę pyta większość osób: ile trzeba zapłacić za przygotowanie i poprowadzenie sprawy. I tu potrzebna jest szczera rozmowa, bo z cenami kancelarii jest trochę jak z tanimi liniami lotniczymi.
Możesz znaleźć ofertę złożenia wniosku za 500 zł. Tylko że — jak przy najtańszym bilecie — w tej cenie dostajesz sam przelot, bez bagażu. A „bagaż” w upadłości to rzeczy, które realnie decydują o tym, czy się oddłużysz:
- Uzasadnienie wniosku. Czyli historia Twojego popadnięcia w długi. Wniosek wygenerowany masowo albo napisany „na skróty” (dziś często przez ChatGPT) syndyk rozpozna od razu. A jeśli w uzasadnieniu znajdą się błędy albo bzdury, od początku jesteś na słabej pozycji w walce o własne oddłużenie.
- Pomoc, gdy przyjdzie pismo od syndyka. Dostaniesz wezwania i pisma napisane językiem, który dla osoby bez przygotowania bywa niezrozumiały. Ktoś musi Ci wytłumaczyć, co naprawdę oznaczają i jak na nie odpowiedzieć.
- Prowadzenie w systemie KRZ. Cała komunikacja z syndykiem toczy się w Krajowym Rejestrze Zadłużonych — systemie mało intuicyjnym, w którym łatwo o kosztowną pomyłkę.
- Ktoś, kto pilnuje pułapek. W upadłości jest kilka błędów, które potrafią kosztować Cię całe oddłużenie. Potrzebujesz kogoś, kto zna te pułapki i przeprowadzi Cię obok nich.
To wszystko to właśnie „dodatkowy bagaż” — za który w tanim wariancie i tak zapłacisz, tylko później i dużo drożej, bo stawką jest powodzenie całej sprawy.
Dlatego u mnie nie ma ceny „z sufitu”. Sprawy różnią się złożonością, więc na Diagnozie analizuję Twoją sytuację i podaję konkretną, pisemną wycenę — z jasnym zakresem, co wchodzi w cenę, a co nie. Wiesz dokładnie, za co płacisz, i wiesz, że nie zostaniesz sam w połowie drogi.
Plan spłaty — o jego wysokość się walczy
Plan spłaty nie jest „kosztem” w sensie faktury, którą płacisz kancelarii — to zobowiązanie wobec wierzycieli, a często także wobec Skarbu Państwa, który pokrył za Ciebie koszty postępowania, jeśli nie udało się ich pokryć z likwidacji Twojego majątku. Ale najważniejsze, żebyś zrozumiał jedno: jego wysokość i to, ile długów ostatecznie zostanie umorzonych, nie są z góry przesądzone.
Najpierw syndyk, a na końcu sąd oceniają stopień Twojego zawinienia w doprowadzeniu do niewypłacalności — czy była ona wynikiem nieszczęścia i okoliczności, czy lekkomyślności. Od tej oceny oraz od Twoich realnych możliwości zarobkowych zależy decyzja: ile masz spłacić, a ile sąd umorzy.
I tu jest sedno mojej pracy: od pierwszego zdania uzasadnienia wniosku aż po końcową rozprawę, na której sąd wysłuchuje Ciebie i podejmuje decyzję, walczymy o jak najwyższe umorzenie. To nie dzieje się samo — dobrze przedstawiona sytuacja, rzetelne uzasadnienie i właściwe prowadzenie sprawy realnie wpływają na to, z jak małym obciążeniem z niej wyjdziesz.
Żeby dać Ci konkretny punkt odniesienia: w moich sprawach przeciętna miesięczna rata planu spłaty to około 1000 zł, a sam plan trwa średnio około 30 miesięcy (standardowo do 3 lat, w szczególnych przypadkach dłużej). Zdarzały się w mojej praktyce umorzenia w 100% — ale wymagają one zaistnienia nadzwyczajnych okoliczności. Po wykonaniu planu pozostała część długów zostaje umorzona i zaczynasz z czystą kartą.
Podsumowanie: z czego naprawdę składa się koszt
Jeśli zebrać to w całość, „cena” upadłości konsumenckiej ma kilka warstw:
- Opłata sądowa — 30 zł, dla każdego tyle samo.
- Wynagrodzenie syndyka i koszty postępowania — z majątku lub z części bieżących dochodów w trakcie postępowania , a gdy ich brak, tymczasowo ze Skarbu Państwa.
- Wynagrodzenie kancelarii — ustalane indywidualnie, podawane na Diagnozie w formie pisemnej wyceny.
- Plan spłaty — nie opłata, lecz zobowiązanie wobec wierzycieli, dopasowane do Twoich możliwości.
Najważniejszy wniosek jest taki: upadłość konsumencka nie jest zarezerwowana dla tych, których stać na drogich prawników. Jest pomyślana jako realna droga wyjścia z długów — także dla osób, które zostały z niczym.
Chcesz poznać koszt w swojej sprawie?
Nie zgadujmy — sprawdźmy to konkretnie. Na Diagnozie przeanalizuję Twoją sytuację i podam pisemną rekomendację wraz z wyceną, zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję. Pierwsza, krótka rozmowa jest bez opłat.
Więcej o tym, jak wygląda cała droga oddłużenia, przeczytasz na stronie Świeży start — upadłość konsumencka.
Umów Diagnozę albo zadzwoń: 22 39 88 229.
